Follow on Bloglovin


Ww
pierwszych słowach wypadałoby wytłumaczyć się z wielomiesięcznej nieobecności. Nastąpił przełom – zdałam egzaminy doktorskie, obroniłam doktorat o gotyckiej powieści wiktoriańskiej, a gdy wreszcie studenci mogliby zwracać się do mnie „pani doktor”, oddaliłam się od akademii i na pół gwizdka poduczam nastolatków, w związku z czym awansowałam od razu na profesorkę, i to bez habilitacji.

Przez dziewięć lat studiów magisterskich i doktoranckich żyłam w Matrixie (Roger Waters powiedziałby – Comfortably Numb), aż przyszło otworzyć oczy. 
 
 2
 
Pomna nauk  Scarlett O’Hara, idę zdobywać świat w nowych butach, kołnierzu i – przede wszystkim – rękawiczkach. Całość MPF łaskawie określił jako styl Anny Kareniny, co przypomniało mi o najpiękniejszej spośród znanych mi XIX-wiecznych powieści rosyjskich.
 
3
 
Kilkukrotnie na kartach powieści mowa o rękawiczkach Anny, choćby wówczas, gdy ukrywa w jednej z nich list od niekochanego męża. Można domniemywać, ze jako posiadaczka rąk o szczupłych, drobniutkich dłoniach, nigdy nie miała problemu z zakupem tej części garderoby, w przeciwieństwie do np. Izabeli Łęckiej, która sama nie wiedziała, jaki powinna wybrać rozmiar. 

1
 
Z kolei mój największy galanteryjny problem obejmuje niemożność znalezienia rękawiczek, które zmieściłyby moje dziewięciocentymetrowe palce, dlatego, gdy znalazłam na blogu Marchewkowej peany na cześć sklepu Ko-Moda, napisałam do właścicielek z prośbą o pomoc. Zanim zdecydowałam się na zakup, wymieniłyśmy kilkanaście maili, a każda wiadomość od pani Katarzyny świadczyła o niewyczerpanej cierpliwości, wielkiej kulturze i dbałości o klientkę. 
 
 6
 
Na co dzień noszę teraz doskonałej jakości rękawiczki z koźlęcej skóry, a podziwiając miękkość materiału i staranność wykonania przenoszę się myślą do XIX wieku, zazdroszcząc elegantkom, które zamiast sieciówek miały do dyspozycji eleganckie magazyny, krawcowe i utalentowanych rzemieślników. 

Dobra wiadomość jest taka, że pani Katarzyna napomknęła o możliwości zorganizowania konkursu z ufundowaną przez Ko-Modę nagrodą. Któraś z was dostałaby zatem dodatkowy prezent.

4
 
Póki co, zostawiam was z Anną Kareniną:
 
„Anna nie była w sukni lila, jak tego pragnęła Kitty, ale w czarnej, głęboko wyciętej aksamitnej toalecie, (…). Cała suknia była obszyta wenecką gipiurą Na głowie, na — czarnych własnych — bez domieszek sztucznych — włosach miała maleńką girlandę z bratków i taką samą girlandę u czarnej wstążki paska, wśród białych koronek. Sama jej fryzura była jakby niedostrzegalna, rzucały się tylko w oczy i zdobiły ją owe kapryśne, króciutkie pierścienie kędzierzawych włosów, stale wymykających się na kark i na skronie. Na mocnej, toczonej szyi nosiła sznurek pereł. (…) Urok Anny na tym właśnie polegał, że zaćmiewała swą własną toaletę, tak że ta stawała się na niej jakby niewidoczna. Tej czarnej sukni ze wspaniałymi koronkami również nikt nie dostrzegał, tworzyła jedynie ramę; widać było tylko samą Annę, naturalną, prostą, wykwintną, a zarazem wesołą i ożywioną.”
 
A na deser Prus i Izabela Łęcka, kupująca rękawiczki w sklepie Wokulskiego:

„Przez chwilę sklep zaległa cisza, którą dopiero panna Izabela przerwała odezwawszy się pięknym kontraltem: 
– Czy zastałyśmy pana Mraczewskiego?…
– Panie Mraczewski!… – pochwycił pan Ignacy.
Mraczewski już stał przy pannie Izabeli, zarumieniony jak wiśnia, pachnący jak kadzielnica, z pochyloną głową, jak kita wodnej trzciny.
– Przyszłyśmy prosić pana o rękawiczki.
– Numerek pięć i pół – odparł Mraczewski i już trzymał pudełko, które mu nieco
drżało w rękach pod wpływem spojrzenia panny Izabeli.
– Otóż nie… – przerwała panna ze śmiechem. – Pięć i trzy czwarte… Już pan zapomniał!
– Pani, są rzeczy, których się nigdy nie zapomina. Jeżeli jednak rozkazuje pani pięć i trzy czwarte, będę służył w nadziei, że niebawem znowu zaszczyci nas pani swoją obecnością. Bo rękawiczki pięć i trzy czwarte – dodał z lekkim westchnieniem, podsuwając jej kilka innych pudełek – stanowczo zsuną się z rączek…”