Follow on Bloglovin

Wwidziałem narodziny wszechświata i widziałem, jak jego czas ucieka, chwila po chwili, aż już nic nie zostało. Ani czas, ani przestrzeń – tylko ja. Przechadzałem się po wszechświatach, gdzie prawa fizyki zostały stworzone przez umysł szaleńca. (…) Widziałem rzeczy, w które nigdy byś nie uwierzył. Straciłem rzeczy, których nigdy byś nie zrozumiał. (…)

W XVIII-wiecznym Wersalu metresa Ludwika XV wypatruje ciemnookiego anioła, który ocali ją przed potworami z przeszłości. Wie, że on przychodzi zawsze w chwilach grozy. Ale mimo to – czeka (The Girl in the Fireplace).

Planeta Midnight – kosmiczny kurort. W drodze do Szafirowego Wodospadu grupie turystów przychodzi zmierzyć się z istotą, która potrafi opanować ludzką świadomość. Przerażeni, wytypują na kozła ofiarnego tego, kto najbardziej się od nich różni.(Midnight).

W przeddzień I wojny światowej nauczyciel w elitarnej szkole pisze dziennik podróżnika w czasie i zakochuje się w pielęgniarce. Ale nie będzie żył długo i szczęśliwe. Zanim Europa pogrąży się w chaosie, profesor przeżyje osobistą apokalipsę (The Human Nature/The Family of Blood).

W pewnym domu znikają ludzie. W środku czekają rzeźby płaczących aniołów i ostrzeżenie. Co może zrobić przypadkowa dziewczyna, jeśli Doktor ma jej do powiedzenia: Nadchodzą. Anioły idą po ciebie. Ale posłuchaj, od tego może zależeć twoje życie. Nie mrugaj. Mrugniesz i jesteś martwa. Są szybcy. Szybsi niż myślisz. Nie odwracaj się. Nie rozglądaj się. I nie mrugaj. Powodzenia (Blink).

Opustoszała biblioteka na krańcach wszechświata. W środku czeka na rozwiązanie zagadka zniknięcia tysięcy ludzi, przyczajona w mroku groza i niepokojąca znajoma z przyszłości (Silence of the Library/The Forest of the Dead).

 IMG_9324

Pompeje w przeddzień wybuchu Wezuwiusza…

Messaline, planeta niekończącej się wojny…

Ziemia w chwili zagłady.

Dla Doktora czas i przestrzeń to tylko słowa. Kusi widzów tak, jak kolejnych towarzyszy, pytając: Gdzie chcesz zacząć? Znacie? To posłuchajcie.

Żaden inny serial nie wywołuje we mnie takiej ekscytacji – dziś wieczorem spotkanie z Szekspirem czy van Goghiem? 51 wiek, a może wiktoriańska Anglia? Doktor mnie rozbawi, przestraszy, wzruszy, rozbudzi tęsknotę za nieuchwytnym, a może znudzi i zirytuje, bo i to mu się zdarza?

Mało który serial wymaga takiego poświęcenia, jak żegnanie kolejnych wcieleń głównego bohatera i – wspólnie z nim – przeżywanie odchodzenia kolejnych towarzyszy.

Ale niewiele telewizyjnych produkcji daje tyle czystej radości, która w moim przypadku polega na tym, że Doktor za każdym razem oferuje mi cofnięcie się w czasie o dobre kilkanaście lat. Oglądam z dziecięcym entuzjazmem. Mam swojego ulubionego Doktora (Dziesiąty!). Mam kubek z TARDIS i kilka innych fanowskich gadżetów od MPF. A kiedy 24 grudnia odpakowywałam prezenty, na widok doktorowej torby wrzasnęłam z radości.

a

A tak mało brakowało, żebyśmy nigdy się nie spotkali. W alternatywnej rzeczywistości, w której David Tennant jest dla mnie tylko socjopatycznym detektywem w Broadchurch, żyje się smutniej.

Nie kocham od pierwszego wejrzenia – Doktor zauroczył mnie za trzecim podejściem. Początek nowej serii mnie odstręczył. Pierwszy odcinek drugiego sezonu znudził. Dopiero achronologiczne obejrzenie przywołanych na wstępie pereł sprawiło, że przylgnęłam do serialu na dobre. Nic dziwnego – skoro pielęgnuję słabość do wiekowych nomadów żyjących na krawędzi świata, to kiedy na środku mojej sypialni wylądował wariat z budką, mogłam tylko mało przytomnie zapytać doctor who? i stracić głowę.

Gdybym miała zachęcić kogoś podobnego do mnie do rozpoczęcia przygody z serialem, poleciłabym oglądanie od trzeciego odcinka drugiego sezonu. Albo po prostu od sezonu trzeciego, a dokładniej uroczego odcinka świątecznego The Runaway Bride.

Moim faworytem jest sezon czwarty – jego drugą połowę oglądałam z narastającym napięciem, a odcinki od ósmego do dwunastego sprawiały, że chwilami zapominałam oddychać. A kiedy kończył się The End of Time zupełnie serio zastanawiałam się, czy zdołam dalej oglądać serial z nowym odtwórcą tytułowej postaci.

Przeuroczemu Mattowi Smithowi i jego rudej wiewiórze udało się mnie rozbroić, choć ciągle tęsknię do oczu Davida Tennanta oraz bujnej osobowości Donny Noble.

Teraz, kiedy piszę te słowa, staję przed kolejnym wyzwaniem. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin będę zmuszona pożegnać się z Mattem, któremu dopiero niedawno wybaczyłam, że nie jest Davidem. Przede mną kontrowersyjny sezon ósmy i nowy Doktor. Nie znoszę go tak bardzo, jak nie cierpiałam tego czeszącego się grabiami chłystka, fircyka z szaleństwem w  zbyt wesołych oczach.

To nie będzie łatwe.