Follow on Bloglovin

 

Rrodzicielstwo po trosze przypomina związek. Chociaż w pojedynkę jest wygodniej, to i tak większość wybiera życie z drugim człowiekiem, nawet jeśli partner woli góry od morza i nie chce oglądać horrorów.

A to nic w porównaniu z tym, co się dzieje, gdy pojawia się mały człowiek. Taki, który – przynajmniej do pewnego momentu – w ogóle nie będzie liczyć się z Tobą.

W czasach, kiedy poczytne portale przekonują, że urodzenie dziecka jest samobójstwem na sobie, decyzja o jego posiadaniu może się wydawać albo aktem skrajnej głupoty, albo manifestem chęci życia na krawędzi.

 a1

We wrześniu w tym poście dzieliłam się refleksami po pierwszych tygodniach macierzyństwa. Dzisiaj, zamiast straszyć, że matka nigdy nie maluje paznokci i nie czyta książek, chciałabym podzielić się listą dziesięciu korzyści:

1. Szczerość. Nie ma czulszego barometru uczciwości. Syn jeszcze nie mówi i nie rozlicza mnie z tego, co powiedziałam, obiecałam i zrobiłam. Ale rejestruje i ocenia ton głosu, rytm uderzeń serca, szybkość oddechu i napięcie mięśni. Mały wykrywacz kłamstw jest nieomylny. Nie ukoję go powtarzając: „Uspokój się, skarbie”, jeśli sama w środku dygoczę. Jeśli wie, co czuję, wiem to i ja. A dla mnie ta samoświadomość jest bezcenna.

2. Odpowiedzialność. Dla niemowlaka rodzic to centrum wszechświata i warunek przetrwania. Jeśli zostawię noworodka samego – umrze. Dla starszego malucha jestem wyrocznią. To, co robię i mówię, jest doskonałe i wzorcowe. Zobowiązanie na zawsze, bo trudno mi wyobrazić sobie bardziej odpowiedzialne zadanie niż wykreować komuś świat.

3. Radość. Zamiast półuśmiechu – rozdziawiony buziak, wielki pisk i machanie rękoma. Zanoszenie się śmiechem aż do czkawki. Nie trzeba cudów, wystarczy powrót rodzica do domu czy podrzucenie do góry. Kiedy ostatnio śmiałaś się tak z całego serca?

 SONY DSC

Jak powiedział MPF na widok zdjęcia – kadr jak z Kusturicy.

4. Dystans. Mały elf skutecznie demaskuje nadęcie i nie pozwala zachować pozy pełnego godności ważniaka. Wobec jego spontaniczności można tylko przekłuć balonik, chyba że ktoś postanowi obrazić się na dziecko. Powodzenia.

5. Pewność siebie. Wychowywano mnie na trusię, a choć od lat walczyłam z upiorem zalęknionej dziewczynki, to bywało, że objawiał się w nieoczekiwanych chwilach, wyraźny dla mnie, nawet jeśli niewidoczny dla innych. Ciąża, poród i dziecko dały mi siłę. Dla ujadaczy i testerów mojej wytrzymałości mam uśmiech kota z Cheshire i brak zainteresowania.

6. Sztuka odpuszczania. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że to choroba znacznej części kobiet. Musisz świecić przykładem, przynosić same piątki, mieć nienaganną figurę, pierwsza dostać awans/wyjść za mąż/zrobić doktorat? Dziecko nauczy Cię odpuszczać. Ciąża może być ostatnim momentem formułowania kolejnych ambitnych założeń: „Przytyję maks. 10kg i wrócę do formy najpóźniej pół roku po porodzie”, „Nie kupię tych ohydnych grająco-świecących zabawek”, „Nie podam jedzenia ze słoiczka”. Aha.

A po śmierci i pogrzebaniu perfekcjonistki przychodzi pora na jeszcze jedną ważną umiejętność….

7. Delegowanie obowiązków. Bo jako matka czasem staję przed wyborem „Poproś o pomoc albo zgiń”.  

IMG_7139

8. Świadomość upływającego czasu. Kiedy w ciągu kilku miesięcy małe żyjątko bezradnie machające kończynami i nie potrafiące przewrócić się na plecy zmienia się w roześmiane, siedzące dziecko, to łatwo się nauczyć cieszyć dniem dzisiejszym. Bo później może być różnie. Wiedza niby powszechna, ale dopiero teraz wprowadzam ją w życie.

9. Odwaga. Strach pojawił się już w ciąży. Zaczął się od zwykłego lęku, kiedy od dłuższej chwili nie wyczuwałam ruchów dziecka. Z czasem narastał. A potem przyszły chwile grozy. Dopóki nie urodziłam dziecka, nie wiedziałam, co to znaczy się bać. Gdzie wobec tego walor? Ten strach wywołuje natychmiastową mobilizację do działania, ba – bezwzględnej walki z zagrożeniem. Pewnie jeszcze będę się bać, ale już nigdy biernie.

10. Akceptacja ciała. Teoretycznie pokonywanie dziewczęcych potworów „za duże, za małe, za wysokie, za niskie, za jasne, za ciemne” miałam już za sobą, ale dopiero noszenie, urodzenie i karmienie dziecka zmieniło mi perspektywę na dobre. I nauczyło dumy z mojego dzielnego ciała.

Wielu z tych rzeczy pewnie można nauczyć się samemu. Ale ja nie miałam lepszego nauczyciela niż syn. Dopisalibyście do mojej listy jakieś punkty?

Niezależnie od wieku i posiadanej (lub nie) progenitury, życzę Wam szczęśliwego Dnia Dziecka.