Grudzień 2011

3 articles in Grudzień 2011

Jako że bogowie nie obdarzyli mnie cnotą zdecydowania, wybranie zwyciężczyni konkursu było sprawą wyjątkowo trudną. Co więcej, sponsorki nagrody pozostawiły mi wolną rękę, zatem miałam do pomocy jedynie MPF. Z łatwością wybraliśmy dwa najbardziej udane komentarze, ale wyłonienie jednego spośród nich trwało długo.

Pojawił się nawet pomysł, żeby obie Panie dostały po jednej rękawiczce. 😉

Ale czas ucieka i trzeba było się zdecydować. Prezent powędruje do autorki poniższego komentarza:

„Jest piękna i mądra, ma wspaniałego męża, służbę i duże mieszkanie, a jednak nie jest szczęśliwa. Czego więc brakuje tej zezującej wiedźmie, w której oczach jarzą się nieustannie jakieś niepojęte ogniki? Proste – miłości, ale potrafi o swą miłość walczyć. I to jak…
Naga lata na miotle nad Moskwą, przyjaźni się z Szatanem, wyprawia bal dla potępionych, kiedy nienawidzi, to z całego serca ale równie gorąco i namiętnie kocha. Pasjami lubi ludzi, którzy to, co robią, robią po mistrzowsku. Krótko mówiąc, to niezwykła kobieta, która postanawia zostawić swoje zwykłe życie i zostać… wiedźmą!
A wszystko dla swojego Mistrza.
Uwielbiam „Mistrza i Małgorzatę” za niesamowite poczucie humoru, cudownie klimatyczne opisy moskiewskiej rzeczywistości lat 30-tych ubiegłego wieku oraz ukazanie absurdów życia w systemie totalitarnym w sposób budzący raczej politowanie niż grozę. No i uwielbiam tę książkę za Małgorzatę. Tytułowa bohaterka powieści Michaiła Bułhakowa, jest moim zdaniem jedną z najlepiej napisanych postaci kobiecych w literaturze XX w. Jest również dla mnie inspiracją do odkrywania swoich pasji i ich realizacji. Tak jak ona, czasem mam ochotę być czarownicą 😉
Jako wielbicielka stylu retro mam niesamowitą frajdę w wyszukiwaniu modowych smaczków, dotyczących zarówno Małgorzaty, jak i innych postaci powieści. Opis seansu w Varietes, podczas którego panie otrzymują nową, diabelską garderobę należy do moich ulubionych fragmentów książki. Wspomniane są również cieniutkie jak niteczka brwi bohaterki, odrastające pod wpływem diabelskiego kremu. No i wreszcie taki cytat: „Potem wsunęła w moją dłoń swoją dłoń w czarnej rękawiczce z szerokim mankietem i poszliśmy razem dalej.”
Dobrze, do diabła już z tym pisaniem. Zresztą, diabli wiedzą co by tu jeszcze napisać…”

Ina von Black nie tylko przekonująco udowodniła, dlaczego ceni właśnie Małgorzatę, ale także napisała komentarz najładniejszy pod względem językowym, a przy okazji literacko wystylizowany na powieść Bułhakowa. Urzekła mnie staranność jej opisu, który – chyba przyznacie? – zachęca po sięgnięcia po powieść.

Zwyciężczynię proszę o wybranie pary rękawiczek spośród trzech zaproponowanych przez Ko-modę i wysłanie mi informacji wraz z adresem do wysyłki.

Poniżej moja porcelanowa Małgorzata, jeszcze w gorsecie szanownej mieszczanki, wyzywa los bukietem mimozy. Oj, chyba wiem, o jakiej powieści opowiem następnym razem.

Właśnie zakończyłam gruntowny remont szmaragdowego bloga, a niezrównany MPF skonfigurował go z kontem na Facebooku. Aby uczcić nową odsłonę Szmaragdowa ogłaszam konkurs, którego pomysłodawcą i sponsorem jest sklep Ko-Moda. Zwyciężczyni zabawy będzie mogła samodzielnie wybrać jedną z trzech par niebanalnych rękawiczek: eleganckie koronkowe rękawiczki w kwiatowy wzór, wyrafinowane koronkowe mitenki (sama takie dostałam w prezencie od sklepu – są prześliczne) lub welurowe rękawiczki za nadgarstek w kolorze brązowym. Jest o co powalczyć.
Co zrobić, aby wygrać? 
Po pierwsze: w komentarzu pod tym postem napisać kilka słów czy zdań o ulubionym bohaterze lub bohaterce powieściowej, stanowiącym dla Was (nie tylko modową) inspirację i wyjaśnić, dlaczego właśnie ta postać jest Wam szczególnie bliska.
Po drugie: polubić stronę sklepu Ko-Moda na Facebooku – wystarczy kliknąć tutaj:

To wszystko. Zabawa zakończy się 26 XII o północy. Rankiem 27 XII wraz z MPF wybiorę trzy najciekawsze komentarze i wspólnie z właścicielkami Ko-Mody wyłonimy zwycięzcę. Wyniki ogłoszę na mojej stronie na Facebooku i na blogu. 

Pozostawiam Was z jednymi z moich ulubionych powieściowych bohaterek, tym razem w postaci porcelanowych lalek.

Przed państwem Jane Eyre, o której wspominałam tutaj, wraz z Elizabeth Bennet, o której na pewno kiedyś napiszę. 
 


Ww
pierwszych słowach wypadałoby wytłumaczyć się z wielomiesięcznej nieobecności. Nastąpił przełom – zdałam egzaminy doktorskie, obroniłam doktorat o gotyckiej powieści wiktoriańskiej, a gdy wreszcie studenci mogliby zwracać się do mnie „pani doktor”, oddaliłam się od akademii i na pół gwizdka poduczam nastolatków, w związku z czym awansowałam od razu na profesorkę, i to bez habilitacji.

Czytaj dalej