Grudzień 2011

3 articles in Grudzień 2011
IMG_2448


Jako że bogowie nie obdarzyli mnie cnotą zdecydowania, wybranie zwyciężczyni konkursu było sprawą wyjątkowo trudną. Co więcej, sponsorki nagrody pozostawiły mi wolną rękę, zatem miałam do pomocy jedynie MPF. Z łatwością wybraliśmy dwa najbardziej udane komentarze, ale wyłonienie jednego spośród nich trwało długo.


Pojawił się nawet pomysł, żeby obie Panie dostały po jednej rękawiczce. 😉


Ale czas ucieka i trzeba było się zdecydować. Prezent powędruje do autorki poniższego komentarza:


„Jest piękna i mądra, ma wspaniałego męża, służbę i duże mieszkanie, a jednak nie jest szczęśliwa. Czego więc brakuje tej zezującej wiedźmie, w której oczach jarzą się nieustannie jakieś niepojęte ogniki? Proste – miłości, ale potrafi o swą miłość walczyć. I to jak…
Naga lata na miotle nad Moskwą, przyjaźni się z Szatanem, wyprawia bal dla potępionych, kiedy nienawidzi, to z całego serca ale równie gorąco i namiętnie kocha. Pasjami lubi ludzi, którzy to, co robią, robią po mistrzowsku. Krótko mówiąc, to niezwykła kobieta, która postanawia zostawić swoje zwykłe życie i zostać… wiedźmą!
A wszystko dla swojego Mistrza.
Uwielbiam „Mistrza i Małgorzatę” za niesamowite poczucie humoru, cudownie klimatyczne opisy moskiewskiej rzeczywistości lat 30-tych ubiegłego wieku oraz ukazanie absurdów życia w systemie totalitarnym w sposób budzący raczej politowanie niż grozę. No i uwielbiam tę książkę za Małgorzatę. Tytułowa bohaterka powieści Michaiła Bułhakowa, jest moim zdaniem jedną z najlepiej napisanych postaci kobiecych w literaturze XX w. Jest również dla mnie inspiracją do odkrywania swoich pasji i ich realizacji. Tak jak ona, czasem mam ochotę być czarownicą 😉
Jako wielbicielka stylu retro mam niesamowitą frajdę w wyszukiwaniu modowych smaczków, dotyczących zarówno Małgorzaty, jak i innych postaci powieści. Opis seansu w Varietes, podczas którego panie otrzymują nową, diabelską garderobę należy do moich ulubionych fragmentów książki. Wspomniane są również cieniutkie jak niteczka brwi bohaterki, odrastające pod wpływem diabelskiego kremu. No i wreszcie taki cytat: „Potem wsunęła w moją dłoń swoją dłoń w czarnej rękawiczce z szerokim mankietem i poszliśmy razem dalej.”
Dobrze, do diabła już z tym pisaniem. Zresztą, diabli wiedzą co by tu jeszcze napisać…”

Ina von Black nie tylko przekonująco udowodniła, dlaczego ceni właśnie Małgorzatę, ale także napisała komentarz najładniejszy pod względem językowym, a przy okazji literacko wystylizowany na powieść Bułhakowa. Urzekła mnie staranność jej opisu, który – chyba przyznacie? – zachęca po sięgnięcia po powieść.


Zwyciężczynię proszę o wybranie pary rękawiczek spośród trzech zaproponowanych przez Ko-modę i wysłanie mi informacji wraz z adresem do wysyłki.


Poniżej moja porcelanowa Małgorzata, jeszcze w gorsecie szanownej mieszczanki, wyzywa los bukietem mimozy. Oj, chyba wiem, o jakiej powieści opowiem następnym razem.

Właśnie zakończyłam gruntowny remont szmaragdowego bloga, a niezrównany MPF skonfigurował go z kontem na Facebooku. Aby uczcić nową odsłonę Szmaragdowa ogłaszam konkurs, którego pomysłodawcą i sponsorem jest sklep Ko-Moda. Zwyciężczyni zabawy będzie mogła samodzielnie wybrać jedną z trzech par niebanalnych rękawiczek: eleganckie koronkowe rękawiczki w kwiatowy wzór, wyrafinowane koronkowe mitenki (sama takie dostałam w prezencie od sklepu – są prześliczne) lub welurowe rękawiczki za nadgarstek w kolorze brązowym. Jest o co powalczyć.
Co zrobić, aby wygrać? 
Po pierwsze: w komentarzu pod tym postem napisać kilka słów czy zdań o ulubionym bohaterze lub bohaterce powieściowej, stanowiącym dla Was (nie tylko modową) inspirację i wyjaśnić, dlaczego właśnie ta postać jest Wam szczególnie bliska.
Po drugie: polubić stronę sklepu Ko-Moda na Facebooku – wystarczy kliknąć tutaj:

To wszystko. Zabawa zakończy się 26 XII o północy. Rankiem 27 XII wraz z MPF wybiorę trzy najciekawsze komentarze i wspólnie z właścicielkami Ko-Mody wyłonimy zwycięzcę. Wyniki ogłoszę na mojej stronie na Facebooku i na blogu. 

Pozostawiam Was z jednymi z moich ulubionych powieściowych bohaterek, tym razem w postaci porcelanowych lalek.

Przed państwem Jane Eyre, o której wspominałam tutaj, wraz z Elizabeth Bennet, o której na pewno kiedyś napiszę. 
 


Ww
pierwszych słowach wypadałoby wytłumaczyć się z wielomiesięcznej nieobecności. Nastąpił przełom – zdałam egzaminy doktorskie, obroniłam doktorat o gotyckiej powieści wiktoriańskiej, a gdy wreszcie studenci mogliby zwracać się do mnie „pani doktor”, oddaliłam się od akademii i na pół gwizdka poduczam nastolatków, w związku z czym awansowałam od razu na profesorkę, i to bez habilitacji.

Czytaj dalej