Maj 2011

1 articles in Maj 2011



Zwróćcie uwagę na Indianina :) W muzeum motoryzacji dowiedziałam się, że markę samochodów nazwano na cześć wodza Indian Ottawa, przywódcy powstania Pontiaca w 2. poł. XVIII wieku.

Dama w agacie: prezent od mamy MPF
Koszula: Mohito
Spódnica: Parvati
Pasek: Krawcowa
Buty: Ecco
Pończochy: nylony.pl
Pontiac: niestety, nie mój

Ostatni post przypłaciłam przeziębieniem, dlatego nie spieszyło mi się do kolejnego, a w międzyczasie wiosna zastąpiła zimę.

Sponsorem dzisiejszej notki jest literka A jak Ambiwalencja. Korzystając z majowej aury, odwiedziliśmy z MPF muzeum motoryzacji. Pod Warszawą niebo zasnuły chmury, zrobiło się zimno jak na Łysej Górze, a muzeum motoryzacji okazało się zagraconą klitką. Rzeczywistość zweryfikowała wyobrażenia parku, w którym godne spacerując wśród zieleni przypatrujemy się cudom motoryzacji ze wszystkich dekad ubiegłego wieku. Choć zawiodła pogoda i przestrzeń, samochody pokazały klasę. Moim faworytem jest czerwony Pontiac z 1929 roku, którym bardzo chętnie bym się zaopiekowała.

Ambiwalentne uczucia dotyczą również dzisiejszego stroju. Na cześć starych samochodów założyłam pasujące do epoki nylonowe pończochy, w których czułam się, jakbym znów miała 5 lat. Rozumiem, że wątpliwym urokiem nylonów są marszczenia, ale w tych pończochach ponownie przeżyłam przedszkolny koszmar opadających rajstop. Przez większość dnia przypominała mi się dziecięca czytanka o Hance, co miała na nogach obwarzanki.

Ludzkość wiedziała co robi, wymyślając idealnie przylegającą do łydki lycrę.

Dostaje się także wystylizowanej na wiktoriańską koszuli z Mohito, która urzekła mnie wintydżowym designem. Li i jedynie, bo materiał to koszmarny poliester, a wykrój zakłada, że nosicielką będzie kobieta pozbawiona biustu, ale za to z dziwnymi wypustami poniżej talii (miejsce na czułki?). Bez paska ani rusz. Robaczywą wisienką na torcie Mohito jest niepełna rozmiarówka i nieadekwatna do jakości cena.

Szmaragdowy nastrój i stylizację uratował prezent od mamy MPF – wisiorek z agatu, na którym widnieje srebrna dama w agatowym kapeluszu.

Zanim pozostawię Was z morałem, że kiedyś potrafiono robić samochody, a pończochy niekoniecznie, pozwolę sobie zareklamować cykl powieści, które zawsze wprawiają mnie w doskonały nastrój – „Świat dysku” Terrry’ego Pratchetta.

Fantastyczny wieloksiąg można z grubsza podzielić (ze względu na postaci) na tomy opowiadające historię pechowego maga Rincewinda czy jego kolegów z magicznego Niewidocznego Uniwersytetu, Śmierci (jeden z bardziej charakterystycznych bohaterów Pratchettowego universum), Czarownic z Lancre i Straży Miejskiej Ankh-Morpork. Dwa ostatnie lubię najbardziej, z uwagi na przywiązanie do najstarszego pokolenia czarownic (Babci Weatherwax i Niani Ogg) oraz fascynację komendantem Straży Samuelem Vimesem. Ostatnio zaintrygował mnie również Moist von Lipwig, kolejna postać, która doczekała się własnego podcyklu. W mojej prywatnej pierwszej 10-tce „Świata dysku” znalazłaby się z pewnością „Straż nocna”, „Na glinianych nogach”, „Piąty elefant”, „Maskarada” oraz „Carpe Jugulum”.

Macie własne typy?

17 maja premiera kolejnej książki, należącej do omijanego przeze mnie dotąd wątku dotyczącego młodej czarownicy Tiffany Obolałej. Ale na „W północ się odzieję” na pewno się skuszę.