Czerwiec 2010

2 articles in Czerwiec 2010

Czy ktoś mnie jeszcze pamięta? – chciałoby się zapytać.
Ubogie i nieregularne relacje ze Szmaragdowa nie świadczą bynajmniej o tym, że nie mam ochoty stroić się i pozować do zdjęć, ponieważ to wszystko, z właściwą sobie próżnością, uwielbiam. Po prostu i banalnie za dużo pracuję, a za mało odpoczywam, aby mieć chęć na zdjęciowe spacery.

A zasypiając marzę o teleportacji na zieloną wyspę, gdzie pod kwitnącymi jabłoniami można po prostu być i ze spokojem pozwalać czasowi upływać tak, jak chce (podczas gdy w rzeczywistości staram się z wysiłkiem zaginać czasoprzestrzeń i modelować ją do aktualnych potrzeb).

Substytutem pobytu na szczęśliwej wyspie był niedzielny spacer po arboretum, wśród kwitnących różaneczników, drzew i brzęczących pszczół.

Pełne bujnego życia miejsce skojarzyło mi się z wyspą kapłanek w powieści Marion Zimmer Bradley „Mgły Avalonu”, którą w przeszłości nudnej i nie wypełnionej po brzegi twórczymi zajęciami, lubiłam czytywać ciągle od nowa.

Chwilami mam wrażenie, że te spokojne i wolno przemijające popołudnia odpłynęły do innego świata jak Czarowna Wyspa. Ale może nie?

Dzielę się dziś powieścią, która była dla mnie bardzo ważna. Dotąd w lesie czy na łące rozglądam się za miejscami, „gdzie welon oddzielający oba światy jest najcieńszy. (…) wystarczy, że przejdzie w tym miejscu przez mgły i znajdzie się w Avalonie”.

„Viviana podzielała jedną z zasad druidycznej wiary: że wielkie siły, które stworzyły wszechświat, nie powinny być czczone w pomieszczeniach zbudowanych ludzkimi rękoma, a Wieczności nie wolno zamykać w żadnym przedmiocie ludzkiego wyrobu. Dlatego zwierciadło Pani Jeziora nie było zrobione z brązu ani nawet ze srebra. Za nią wznosiły się szare głazy starożytnej Świątyni Słońca, zbudowanej przez Lud Świetlisty, który wieki temu przybył tu z Atlantis. Przed nią leżało wielkie jezioro, otoczone wysokimi, falującymi trzcinami i otulone mgłą, która teraz otaczała ziemie Avalonu nawet w słoneczne dni. Ale poza tym jeziorem rozciągały się tu inne jeziora i wyspy na całej przestrzeni zwanej Krajem Lata. Przez większość roku były to zalane słoną wodą trzęsawiska i moczary, ale w środku lata bagna osychały w słońcu, odsłaniając żyzną ziemię, zdatną do wypasania na niej zwierząt, bogato porośniętą trawą i roślinnością.

W tym miejscu Brytanii morze cofało się rok za rokiem, oddając coraz więcej suchego lądu… kiedyś cała ta ziemia będzie żyzna i bogata. Ale nie Avalon. W tej chwili Avalon leżał na wieki zatopiony we mgłach, ukryty dla wszystkich, poza garstką wiernych. Kiedy pielgrzymi przybywali do chrześcijańskiego klasztoru, który mnisi nazywali Szklanym Miastem, Świątynia Słońca była dla nich niewidoczna, istniała w innym, obcym świecie. Patrząc na Świątynię za pomocą Wzroku, Viviana mogła dostrzec kościół, który zbudowano na jej miejscu.”

„Łódź sunęła w gęstej, nieprzeniknionej mgle (…)
A potem w jednej chwili mgła zniknęła, jakby rozsunięto kurtynę.

Przed nimi rozciągał się skąpany w słońcu pas wody i zielone wybrzeże. Tu także był Tor – Viviana usłyszała, jak dziewczynka ze zdumienia szybko łapie powietrze. Na szczycie tego Toru wznosił się bowiem okrąg z ogromnych kamieni, błyszczących w słońcu. Wiodła do nich szeroka procesjonalna droga, wijąc się spiralnie wokół tego ogromnego wzgórza, na sam szczyt. U stóp Toru stały budynki, w których mieszkali kapłani, a na zboczu widoczna była Święta Studnia i srebrne odbicie zwierciadlanego jeziorka. Wzdłuż brzegu rosły jabłkowe sady, nad nimi dęby. Między konarami połyskiwały złotem jemioły, jakby zawieszone w powietrzu.
– Jakie to piękne – wyszeptała Morgiana, a Viviana usłyszała zachwyt w jej głosie. – Pani, czy to prawdziwe?
– To jest bardziej prawdziwe niż jakiekolwiek inne miejsce, które w życiu widziałaś – odpowiedziała Viviana – i wkrótce się o tym przekonasz.
Łódź dopłynęła do brzegu i osiadła na piaszczystym dnie; milczący wioślarze przywiązali ją liną i pomogli wysiąść Pani Jeziora.
(…)
Przez całe życie miała pamiętać ten pierwszy widok Avalonu o zachodzie słońca. Zielone łąki schodziły łagodnie w dół aż do trzcin okalających brzeg Jeziora. Po wodzie sunęły łabędzie, cicho, jak ta magiczna łódź. Między jabłoniami i dębami wznosił się niski budynek z szarego kamienia i Morgiana z daleka widziała odziane na biało postacie poruszające się wolno po ocienionych drzewami alejkach.
Słyszała dochodzący skądś cichy dźwięk harfy. (…)”